Menu Zamknij

I co z tymi emocjami? Temat #6 Bliskość

Czym jest bliskość?

Bliskość to uważność, czułe towarzyszenie, umiejętność przyjmowania siebie nawzajem w codzienności. Dla przykładu, gdy jesteśmy ze sobą blisko, to nawet jeśli druga osoba opowiada o codziennych sprawach i sam temat opowieści nie jest zbyt ciekawy, to i tak interesujące jest dla nas to, jak ona to przeżywa, dlaczego ją to tak poruszyło, co się w niej dzieje, co czuje, co myśli, czego w tej chwili potrzebuje. Innymi słowy jesteśmy bardziej zainteresowani drugą osobą niż opowiadaną historią – to ona jest w centrum naszej uwagi, a jej zwykła historia staje się niezwykła i ważna, bo jest jej historią.

Z powyższego widać, że bliskość to przede wszystkim poczucie więzi emocjonalnej – wspólnota intelektualna to za mało, choć może być dobrym początkiem. Taka bliskość jest więc zwykle krępująca dla osób niedojrzałych emocjonalnie.

Według Lindsay C. Gibson, która poświęciła wiele lat pracy terapeutycznej i badawczej zagadnieniu niedojrzałości emocjonalnej, „bliskość emocjonalna to dzielenie się najgłębszymi uczuciami z drugą osobą, wzajemne poznawanie się i zyskiwanie dogłębnego zrozumienia”, co się w nas i z nami dzieje. W ten sposób tworzy się satysfakcjonującą więź, która sprawia, że osoby zaangażowane w relację stają się sobie drogie.

Dlaczego bliskość wymaga odwagi?

Troska i otwartość to dwa zasadnicze elementy bliskiej relacji tzn. że w prawdziwie bliskiej relacji jesteś dla mnie ważny, interesuję się tym, co przeżywasz, chcę wiedzieć o tobie więcej i jednocześnie sam chcę się przed tobą odsłonić.

I tu na scenę wkracza odwaga, bo trzeba być odważnym, by zaryzykować odsłonięcie się przed drugą osobą. Bowiem odsłonić siebie oznacza pokazać jej siebie takim jakim się jest naprawdę – niedoskonałym, posiadającym wrażliwe miejsca i kruche części. Trzeba niemałej odwagi, by w dzisiejszym świecie w ogóle pozwolić sobie być niedoskonałym i jeszcze większej, by pozwolić sobie być widzianym w tej niedoskonałości przez drugą osobę. Takie wystawienie swojej wrażliwości, kruchości i niedoskonałości na widok publiczny zawsze niesie ryzyko zranienia.

Badaczka Brene Brown używa na to terminu vulnerability. Żadne polskie słowo – wrażliwość, kruchość, bezbronność – nie oddaje pełni znaczenia oryginału (zatem tłumaczenie też pozostanie – adekwatnie do tematu – niedoskonałe :)). Vulnerability według BB to zgoda na towarzyszącą nam niepewność, codzienne podejmowanie ryzyka i wystawianie się na widok publiczny ze swoimi emocjami.

Po latach badań nad lękiem i wstydem w relacjach, B. Brown odpowiedzialnie twierdzi, że by naprawdę wejść w kontakt i stworzyć bliski związek z drugą osobą trzeba zaakceptować tą swoją vulnerability. Nie tylko zaakceptować, ale też uwierzyć, że to właśnie to, co czyni mnie wrażliwym i kruchym czyni mnie pięknym.

I można wierzyć badaczce, że innej drogi nie ma, jako że ona sama usilnie innej drogi poszukiwała, też mając problem z zaakceptowaniem tej – jak ją nazywa – „nieznośnej wrażliwości” (excruciating vulnerability). Nieznośnej, bo jakkolwiek konieczna i czyniąca pięknym, to wciąż niekomfortowa – jak szczerze przyznawali respondenci w jej badaniach.

Po co nam bliskość?

Bo bliskość nam służy. Bliskość jest klejem relacyjnym – sprawia, że związki z ludźmi dają nam satysfakcję. Bliskość jest też fundamentem dla budowania prawdziwej wspólnoty. Jak pokazują badania B. Brown, można przebywać wśród ludzi i wciąż czuć się samotnym, bo poczucie osamotnienia wynika bardziej z braku silnych więzi niż z faktycznej samotności.

W swojej książce „Z odwagą w nieznane” badaczka dowodzi, że bliskość przedłuża życie, bo badania pokazują, że dobre głębokie relacje przyczyniają się do zachowania zdrowia, natomiast zaniechanie bliskich kontaktów z ważnymi dla nas ludźmi jest tak samo niebezpieczne jak paczka papierosów dziennie czy nadciśnienie. I nie chodzi tu tylko o długotrwałe kontakty – już wymiana spojrzeń i uścisk dłoni obniża poziom kortyzolu i skutkuje wydzielaniem dopaminy, a nasiadówki w kawiarni mogą nam wydłużyć życie o tyle samo lat co przyjmowanie betablokerów lub rzucenie palenia paczki papierosów dziennie.

Warto o tym pamiętać szczególnie dziś, gdy pandemia ogranicza nam fizyczny kontakt. Tym bardziej zadbajmy o kontakt emocjonalny. Dzięki technologii wciąż możemy przecież patrzeć na siebie z miłością, nadal możemy usłyszeć serdeczność w swoich głosach, postawą naszych ciał możemy dalej okazywać sobie szacunek i dawać uwagę. I nawet jeśli nie mogę cię przytulić, to wciąż mogę Ci opowiedzieć jak bardzo tęsknię za Twoim uściskiem, co czułem, gdy się obejmowaliśmy, co teraz czuję… Bądźmy kreatywni. Bliskość jest tego warta.

Skąd się bierze bliskość?

Z teorii przywiązania Bowlby’ego wiemy, że większe szanse na budowanie zdrowej bliskości w dorosłym życiu mają ci, którzy w dzieciństwie mieli tzw. bezpieczny wzorzec przywiązania. Oni są bowiem przekonani, że bliski człowiek jest przewidywalny, nie zniknie nagle, nie odrzuci ich ani nie wyszydzi. Natomiast ci, którzy doświadczyli tzw. pozabezpiecznego wzorca przywiązania – w którym bliskie osoby zawodziły – mają wdrukowany lęk, że „im bliżej tym groźniej”.

Dlaczego niektórzy unikają bliskości?

Jeśli najwcześniejsze bliskie relacje zapisały się negatywnie, to bliskość kojarzy się z bólem i zagrożeniem. Wtedy niektórzy obronnie dewaluują bliskość twierdząc, że nic takiego nie istnieje albo wycofują się emocjonalnie i bronią dostępu do siebie powtarzając „nie wiś na mnie, przestań żyć moim życiem.”

Jeśli w dzieciństwie doświadczyliśmy straty bliskiej osoby, bliskość może się paradoksalnie kojarzyć z utratą poczucia bezpieczeństwa i zostaje w nas przekonanie, że być blisko tzn. wcześniej czy później stracić tę najbliższą osobę. Dlatego lepiej żyć w bezpiecznym dystansie bo „jak się do nikogo nie zbliżę, to nikogo nie utracę”.

Niektórym bliskość może kojarzyć się z wchłonięciem, z utratą autonomii. Boją się, że w bliskim związku oni sami i ich potrzeby przestaną istnieć. To zwykle przypadek osób, które w dzieciństwie były zawłaszczane przez swoich rodziców, a ich odrębność nie była uznawana. Są tacy rodzice, którzy naprawdę myślą, że ich dzieci mają dokładnie takie potrzeby jak oni sami, że zawsze podoba się im to samo i że ich dzieci widzą świat w idealnie ten sam sposób jak oni. Gdy zostają skonfrontowani z innym zdaniem dziecka, nie przyjmują tego – „jak możesz tak myśleć? w kogo Ty się wrodziłeś?” – i sprawiają, że dziecko czuje się winne i boi się odrzucenia (skoro nie jestem rodziców to czyje jestem?). Za przynależność płaci następnie utratą intymności i granic, zlewa się z rodzicami. Później w dorosłości boi się powtórki tej utraty lub przeciwnie chce powtórzyć taką symbiotyczną relację ze swoim partnerem. I nawet jeśli ten ostatni się zgodzi, to nie będzie to bliskość, bo bliskość w świecie dorosłych zakłada istnienie granic.

To granice służą bliskości?

Jesteśmy różni – paradoksalnie to nie jest przeszkoda dla bliskości lecz jej niezbędny warunek. Wartością bliskości jest właśnie to, że mimo tych różnic i granic wciąż jesteśmy sobą zaciekawieni, swoją wzajemną innością. Nie odrzucamy jej, nie kwestionujemy – przeciwnie, jesteśmy jej ciekawi.

Wbrew pozorom bliskość nie polega bowiem na robieniu wszystkiego razem, spędzaniu wspólnie każdej minuty, dzieleniu wszystkich pasji i lubieniu tego samego. I dobrze, bo gdyby to w ogóle było osiągalne, nie byłoby miejsca na wzajemną fascynację. Bo czym mógłby mnie wówczas zaskoczyć czy zaintrygować najbliższy?

Często osoby, które wybierają sobie na partnerów tych, którzy boją się bliskości, same nie potrafią stawiać granic. Zamiast powiedzieć, czego nie chcą w relacji, biorą odpowiedzialność na siebie i  zadręczają się myślami: a może to przeze mnie ona jest taka? może powinnam była zrobić X, może niepotrzebnie powiedziałam Y?

Czy bliskości można się nauczyć?

Tak. Z wywiadu z Z. Milską-Wrzesińską: Można, pod warunkiem, że weźmie się za to odpowiedzialność. Najpierw musi przyjść świadomość, że w ogóle chcę być z ludźmi bliżej i że teraz tego nie umiem, a nawet robię różne rzeczy, żeby sobie i innym to utrudnić. Potem trzeba się rozejrzeć, z kim chcemy być blisko. I odpowiedzieć sobie, co nam przeszkadza w byciu blisko, czego się boimy i jak chcemy, by to wyglądało. Wreszcie przejąć odpowiedzialność za swój problem z bliskością. Bo to nie partner za to odpowiada ani zły świat, to my boimy się bliskości i tylko my możemy to zmienić. Czasem sami a czasem z pomocą terapeuty.

Kiedy w pracy nad bliskością przyda się pomoc specjalisty?

Mamy nadzieję, że w święta doświadczyłeś bliskości i że jesteś jednym z tych szczęśliwców, którym dane jest cieszyć się nią nie tylko od święta. Jeśli jest inaczej i potrzebujesz pomocy, zapraszamy do Jestem Żyję – napisz do nas https://jestemzyje.pl/kontakt/

W naszym gabinecie wyznajemy zasadę, że gdy jestem i żyję to czasem potrzebuję być sam, jeśli jednak:

  • często się izolujesz;
  • czujesz się niezrozumiany i samotny;
  • trudno nawiązujesz i utrzymujesz relacje;
  • czujesz się nielubiany i nieakceptowany przez innych;
  • nie umiesz stawiać granic w relacjach albo stawiasz mury;
  • nie umiesz wyrażać własnych potrzeb w relacjach;

warto skorzystać z pomocy.

 

Hanna Miecznikowska, psychoterapeutka Jestem Żyję

 

w opracowaniu korzystałam z: L. Gibson „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”, A. Jucewicz „Czując”, B. Brown „Z odwagą w nieznane”, „Dary niedoskonałości”

I co z tymi emocjami? Temat #5 Wdzięczność
I co z tymi emocjami? Temat #7 Złość

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *