Złość jest jedną z trudniejszych dla nas emocji i chyba żadna inna nie budzi tak wielu negatywnych skojarzeń. Często mamy zakodowane w przekazie kulturowym, że złość jest zła. Sam źródłosłów w języku polskim buduje w nas takie przekonanie. Ktoś jest zły na kogoś, niejako narzuca się interpretacja – jest złym człowiekiem. Złość nie jest łatwa w obsłudze ani dla tego, który jej doświadcza, ani dla tego, który jest jej świadkiem. Dlatego łatwiej jest ją wyrzucić poza nawias, zakazać, wymazać z palety uczuć, bo w ten sposób nie musimy się z nią mierzyć. Naszym rodzicom było łatwiej z nami jako grzecznymi, nie złoszczącymi się dziećmi, nam jako rodzicom jest łatwiej nie mierzyć się ze złością naszych dzieci. I tak przekaz pokoleniowy trwa i ma się całkiem nieźle.
I w tym miejscu Czytelniku zapraszam Cię na chwilę refleksji – jakie są Twoje przekonania na temat złości?
A jednak złość została nam dana jako nasze podstawowe wyposażenie, co więcej, złość jest jedną z pięciu podstawowych emocji, które dzielimy ze światem innych żywych istot. Popęd agresywny obok popędu libidinalnego (seksualnego) co zauważył Freud, jest jedną z dwóch sił napędowych naszego życia. Złość to bardzo żywotne uczucie, dzięki niemu możemy tworzyć, skutecznie sięgać, czy zatrzymywać.
Jakie funkcje spełnia zatem złość?
Pierwszą podstawową funkcją złości jest ochrona wartości i obrona granic. Jest jak nasz wewnętrzny system alarmowy, który uaktywnia się, gdy ktoś przekracza nasze granice. Niesie ze sobą konkretną informację:
„coś mi tu przeszkadza”
„moje granice są przekraczane”
„to mnie rani, reaguję!”
Złość umożliwia sprzeciw, obronę, a jeśli zajdzie konieczność – atak. To energia, która zmobilizowana umożliwi zatrzymanie lub opuszczenie raniącej dla nas sytuacji.
Komunikaty, które często słyszymy jako dzieci, kiedy się złościmy to:
– nie ma co się złościć,
– złość piękności szkodzi,
– grzeczne dzieci się nie złoszczą,
– ale brzydka dziewczynka, tak się krzywi,
– nikt cię nie będzie lubił,
– ryby i dzieci głosu nie mają,
– to grzech, zobaczysz Bozia cię ukaże.
Zdecydowanie wzmacniane jest bycie „grzecznym”, co sprowadza się do bycia cicho, nie protestowania, słuchania się rodziców i przyjmowania wszystkiego bez słowa. Oduczamy nasze dzieci stawania we własnej obronie i obronie własnych granic i wychowujemy spolegliwych dorosłych.
Bardzo mocne wrażenie zrobił na mnie film pt. „Eksperymentator” o słynnym eksperymencie wykonanym w latach 60tych XX wieku przez Stanleya Milgrama, psychologa z Uniwersytetu Yale. Zaprosił on do laboratorium grupę osób, by jak im powiedziano, uczestniczyły w badaniach nad wpływem kary na proces uczenia się. W tym celu specjalnie wyznaczony „nauczyciel” miał przeprowadzić test na „uczącym się”. Nauczyciel i uczeń byli w osobnych pomieszczeniach, uczeń, jak powiedziano nauczycielowi, był podpięty pod aparaturę do wysyłania elektrowstrząsów, którą ze swojego pokoju kontrolował „nauczyciel”. Nauczyciel miał zadawać pytania z otrzymanej listy uczniowi i gdy odpowiedź była błędna, poddawać ucznia elektrowstrząsowi, za każdym razem większemu, jeśli „uczeń” podawał cały czas błędną odpowiedź. „Nauczyciel” został poinformowany, że elektrowstrząsy są bolesne, a najwyższa dawka jest śmiertelna. Konflikt następował, gdy z pokoju „ucznia” zaczynały dobiegać krzyki i jęki bólu po zadawanych kolejnych dawkach, a „nauczyciel” chciał się wycofać. Wówczas do pokoju „nauczyciela” wchodził pracownik laboratorium i tonem niecierpiącym sprzeciwu nakazywał kontynuować eksperyment. Prawie 80% „nauczycieli” nie przerwało eksperymentu i zadało najwyższą dawkę….. „Uczniami” byli pracownicy laboratorium, którzy oczywiście udawali ból.
Złoszczenie chroni przed przemocą, więc czujmy naszą złość. Złość pozwala na zadbanie o siebie i o innych, na wyrażenie własnego zdania, na bycie sobą, na stanięcie po swojej stronie. Pozwala powiedzieć: „ Nie zgadzam się”, „Myślę inaczej”.
Kolejną funkcją złości jest informacja o moich niezaspokojonych potrzebach. Jeśli jakaś sytuacja mnie złości, czyjeś zachowanie wywołuje we mnie złość, mogę sobie zadać pytanie jaka moja niezaspokojona potrzeba stoi za moją złością, czego potrzebuję? Np. potrzeba odpoczynku, potrzeba bliskości, kontaktu, szacunku, rozwoju itp. Spojrzenie na moją złość w kluczu potrzeb pozwala mi wziąć za nią odpowiedzialność i zaopiekować potrzebę.
Bardzo ważną funkcją złości jest budowanie relacji, więzi. Nie będzie więzi tam, gdzie ludzie nie pozwalają sobie na to uczucie. Złość często przychodzi właśnie w celu ochrony więzi. Właśnie dlatego, że kocham, czuję złość. Nie będę odczuwać złości wobec kogoś, na kim mi nie zależy. Powiedzenie o swojej złości w relacji, przy jednoczesnym komunikacie „Ja” jest bardzo oczyszczające i budujące dla relacji. Dobrze jest mądrze swoją złość komunikować, polecam tu wszelkie opracowania z cyklu non violent communication.
Kolejną funkcją złości jest rozwój. Złość jest przede wszystkim energią człowieka, jest mocą i siłą potrzebną do rozwoju. Umożliwia wykonanie zdecydowanego ruchu, na przykład zawodowego. Daje napęd do działania. Jest ogromną siłą twórczą. Co ma się we mnie rozwinąć? Co domaga się mojej uwagi?
Złość może być również zaproszeniem do zmiany siebie. Złość może mnie informować również o tym, że to ja przekraczam granice innych, że to ja mam się cofnąć do swoich granic, że mam przyjrzeć się swoim przekonaniom, czy są dla mnie dobre wspierające, czy wręcz przeciwnie. Np., że nie daje prawa innym do własnych wyborów, chcę zmienić kogoś na swoją modłę. Złość może pokazywać mi mój brak zgody na sytuację, na którą nie mam wpływu, na przysłowiowy deszcz, kiedy planowałam przyjęcie w ogrodzie. Taką złość należy dopuścić, przeżyć, ale nie koniecznie wprowadzać do relacji, bo jest informacją tylko i wyłącznie dla mnie. Nie chodzi o wyparcie takiej złości, czy zaprzeczanie jej. Każde uczucie, które się w nas pojawia powinno zostać dopuszczone i przeżyte. Taka złość pozwala mi pogodzić się z czymś, na co nie mam jeszcze zgody i w tym kontekście jest bardzo pomocna. Pokazuje mi prawdę o mnie, o moim wnętrzu i umożliwia prawdziwą zmianę i rozwój.
Projekcja może również być źródłem mojej złości. Projekcja jest jednym z mechanizmów obronnych, który polega na przypisywaniu innym własnych niepożądanych uczuć, poglądów, zachowań, najczęściej negatywnych. Jeśli czegoś nie akceptuje w sobie, będzie mnie to bardzo drażniło u innych. Najczęściej mamy do czynienia z projekcją w sytuacji, kiedy osoba drażni mnie bez jakiegoś konkretnego powodu, nie dotyczy to sytuacji, kiedy rzeczywiście zostałam przez tą osobę zraniona, moje granice zostały przekroczone. Raczej projekcji możemy doszukiwać się wtedy, gdy jakaś cecha drażni mnie u danej osoby, zachowanie jakiejś osoby mnie drażni bez jakiejś konkretnej przyczyny. Zazwyczaj to właśnie jakaś konkretna cecha, sposób zachowania będzie mnie drażnił niezależnie u kogo wystąpi (np. drażni mnie słabość, drażni mnie nadmierna pewność siebie, itp).
Większość z nas wkłada wiele wysiłku w tłumienie złości. Gdy powstrzymujemy złość, nie sprawiamy, że znika. Jej ładunek kumuluje się, co przekłada się bezpośrednio na wzrost napięcia w ciele. Nasza pojemność na bycie w kontakcie z tym uczuciem zmniejsza się i z tłumienia na tłumienie zwiększamy szansę na wybuch. Jeśli zablokujemy jej ekspresję, jej energia jest nadal w tkankach i zostaje przetworzona we wściekłość. Obszarem ciała, przez który przechodzi pobudzenie mięśniowe , kiedy się złościmy, są głównie ręce, tułów i głowa, a w niej zwłaszcza szczęki. (M. Barszcz, Psychoterapia przez ciało)
Złość nie dopuszczona zwraca się przeciwko nam. Staje się autoagresją. Bo jeśli czuję złość na kogoś w jakiejś sytuacji, a nie daje sobie prawa do tego, żeby poczuć tę złość, to znaczy, że to we mnie jest problem – „jestem do niczego”, „coś ze mną nie tak”. Zablokowana złość, to też często motywy różnych stanów depresyjnych. (A. Jucewicz, Czując) Złość, która wraca tylnymi drzwiami, nigdy nie jest produktywna. Najczęściej tylko niszczy.
Jak w takim razie obchodzić się ze złością, gdy się pojawia?
Przede wszystkim przyjąć. Zaakceptować. Nie oceniać. To najlepsze, co możemy dla siebie i naszej złości zrobić. Przyjęcie zmniejszy jej natężenie. Nazwać. Tak, właśnie czuję złość. Nazwanie poszerza przestrzeń w naszym umyśle na doświadczanie, a jednocześnie na doświadczanie doświadczania. Możemy to zobrazować jak taki pokój w naszym umyśle, w którym ustawiamy krzesło i obserwujemy, co się z nami dzieje. Jesteśmy w doświadczeniu, a jednocześnie je obserwujemy. Nazwanie złości pozwala również włączyć nową korę w proces przeżywania złości, czyli myślenie. Silne emocje mogą odcinać nam dostęp do nowej kory i jesteśmy wtedy zdani tylko na mózg gadzi, który nie reflektuje, a działa na instynktach. Przyjąć, nazwać i zatrzymać się. Zrobić stop klatkę. Bardzo silna złość nie jest dobrym doradcą, możemy zrobić, powiedzieć coś, czego będziemy potem bardzo żałować. Chyba, że jesteśmy w bezpośrednim zagrożeniu życia i zdrowia, wtedy powinniśmy tę energię wykorzystać.
Zatrzymanie się może nie być łatwe, powinniśmy znaleźć swoje sposoby, które pozwolą nam przetrzymać największą falę złości. Dla każdego to będzie coś innego – spacer, gorąca kąpiel, albo po prostu oddalenie się na chwilę z miejsca konfliktu. Rozeznać – witam cię złości, po co przyszłaś? O czym chcesz mi powiedzieć? Do czego mnie zapraszasz? Taka refleksja może nie być i najczęściej nie jest możliwa w chwili największego wzburzenia. I dopiero później działać. Dobrze jest nazwać fakt, wobec którego odczuwaliśmy złość. Często bierzemy za fakt naszą interpretację danego faktu. Fakt nigdy nie jest nacechowany emocjonalnie, dobrze o tym pamiętać, by móc odróżnić fakt od interpretacji. Naprawdę można się nauczyć dobrze korzystać ze złości, przede wszystkim korzystać z niej na niskich rejestrach, a nie doprowadzać się do wybuchów wściekłości. Rozróżniać – kiedy coś jest do przetrzymania, kiedy do wyrażenia, a kiedy do przeczekania. Złość staje się destrukcyjna dopiero wtedy, kiedy jest wyrażana w sposób destrukcyjny, kiedy rani innych.
Odczuwanie własnej złości a wyładowywanie jej to nie to samo – to trzeba mocno podkreślić. Wyładowywanie oczywiście prowadzi do szybkiej ulgi i pozbycia się nieprzyjemnego napięcia, ale nie jest rozwojowe, jest mechanizmem obronnym odcinającym nas od czucia, od wzięcia odpowiedzialności za własną złość i dotarcia do jej źródła.
Złoszczenie wymaga praktykowania. Od momentu uświadomienia sobie, że cos nas rozdrażniło, przez nazwanie, co to było, pozostanie w kontakcie z ładunkiem złości, po możliwość wyrażenia: „jestem zły, nie zgadzam się na to”.
Na koniec pytanie do refleksji:
- W jakich sytuacjach najczęściej odczuwam złość?
- Do czego w tych sytuacjach złość mnie zaprasza?
(Korzystałam z: A. Jucewicz, Czując; M. Barszcz, Psychoterapia przez ciało, K. Grzywocz, Uczucia niekochane)
Dorota Piwowarczyk, terapeuta Jestem Żyję
Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Dziękuję za artykuł.