I co z tą radością?
Dopiero co przeżywaliśmy tzw. najbardziej radosne święta w roku. Wprawdzie w tym roku nie były one równie radosne jak poprzednie – z powodu ograniczeń, poczucia straty i niepewności związanych z pandemią – ale i tak czas świąteczny niejako narzuca nam radosny nastrój. Czy zatem radość to emocja od święta?
Wydaje się, że w Polsce, niestety, tak. Smutna prawda o nas Polakach jest bowiem taka, że wyżej niż radość życia cenimy życia oddawanie. Męczeństwo i cierpiętnictwo jest wpisane w naszą historię i charakter. W naszym języku radość nie ma dobrej prasy. Któż nie słyszał w reakcji na swój dobry nastrój – „i co się tak cieszysz jak głupi do sera”? albo kto nie był ostrzegany – „nie ciesz się tak żebyś potem nie płakał”? Wypowiadane, oczywiście, w dobrych intencjach i dla naszego własnego dobra.
Paradoksalnie lepszą prasę ma melancholia. Ok, jest uciążliwa, jest cierpieniem, ale jest też znamieniem większej inteligencji, wrażliwości, kreatywności, refleksyjności. Czy kto widział radosnego artystę? A nawet jeśli, to na pewno nie był to artysta najlepszy.
Co więcej, w naszym języku wesołek to prawie synonim głupka. Gdy zbytnio afiszujesz się ze swoim zadowoleniem, zaraz znajdzie się ktoś, kto wytknie Ci naiwność. Człowiek mądry nie śmieje się do sera, nie cieszy zawczasu, nie zużywa energii ani nie trwoni zasobów na zabawę. Mądry jest poważny i poważnie podchodzi do życia.
Ale czy to rzeczywiście mądrość? Czy raczej strach przed niepewnością życia?
Dlaczego radość wymaga odwagi?
Brene Brown jest przekonana, że potrzeba odwagi, by się otworzyć na radość, bo zwykle boimy się, że jeśli pozwolimy sobie na nią, przypadkiem ściągniemy na siebie jakąś katastrofę. Wyobrażając sobie najgorsze scenariusze przyszłości staramy się im zapobiec poprzez wypieranie przyjemnych uczuć by „odpukać w niemalowane”.
Tymczasem to zaklinanie radości.
W walce z tym zaklinaniem może pomóc wdzięczność. Praktyka wdzięczności jest kluczem do radości na co dzień. Kto praktykuje wdzięczność najpełniej przeżywa radość. (więcej na temat wdzięczności przeczytasz w odcinku #5 naszego cyklu https://jestemzyje.pl/2020/12/22/i-co-z-tymi-emocjami-temat-5-wdziecznosc/)
Czy można się nauczyć radości?
Psycholog Bartłomiej Dobroczyński (notabene cóż za piękne nazwisko!) w rozmowie o radości – „Psychologia ogólna mówi, że skłonność do radowania się czy do smucenia to kwestie wyuczone. Dzieci uczą się tego w domu, od najbliższych. Najczęściej ten proces przebiega nieświadomie czyli nie wystarczy dziecku powtarzać „Ciesz się życiem!”, ale ważne jest to, czy sami to robimy i po czym to widać.”
Warto o tym pamiętać, gdy mamy ochotę komuś w naszym otoczeniu powiedzieć, by cieszył się życiem. Choćby chciał, nie wie jak. Pokaż mu, jak Ty to robisz. Jak znajdujesz okazje do radości i jak dajesz sobie prawo do niej. Nie wiesz?
Nie jesteś sam. Problemem większości ludzi jest to, że siebie nie znają.
„Często na pytanie: O czym myślisz? odpowiadamy: Nie wiem. Podobnie na pytanie: Co czujesz? Kompletnie nie wiemy, co czujemy.” – zauważa w swojej najnowszej książce Katarzyna Nosowska, a wspomniany już profesor Dobroczyński dodaje: „Ludzie żyją na autopilocie. Poznanie siebie jest dziś trudniejsze, bo… nie ma na to czasu. W kulturach pierwotnych walka o zapewnienie sobie bytu zajmowała cztery godziny dziennie. Dziś jesteśmy bez przerwy w pracy (pandemia jeszcze to wzmocniła, bo zmieszała pracę z życiem – przypis ode mnie). Jesteśmy też bez przerwy w głowie. A nie da się poznać siebie jedynie rozmyślając. Trzeba działać, próbować. Chcesz się dowiedzieć, czy pisanie sprawi ci radość? Pisz. Tylko w realnej sytuacji możemy się dowiedzieć, co nas nakręca, w jaki sposób upadamy, jak się podnosimy…”
Gdy już się dowiesz, co Ci sprawia radość, to wyrób sobie nawyk produkowania sytuacji, które powodują, że czujesz się lepiej.
Tyle.
Czy z radością można przedobrzyć?
Można. Radość – jak każda emocja – to nie jest jeden stan lecz spektrum doznań od zadowolenia po euforię. W istocie to bardzo szeroka skala, bo nawet samych odcieni zadowolenia może być wiele i to nie tylko zależnie od człowieka lecz i od kontekstu. Ważne, by nie dać sobie wmówić, że istnieje jakiś jeden schemat radości albo że radości ma być tyle a tyle, by została wyrobiona norma i byś mógł mienić się radosnym. Ważne też, by nie przesadzić.
„Warto podejmować codzienny świadomy wysiłek, żeby się skupiać na tym, co dobre, co sprawia nam przyjemność – ale trzeba uważać, by nie przedobrzyć. Bo w psychice jest taka tendencja, że jeśli się mocno żyłuje pewien trend, to w pewnym momencie wahadło się wychyla w przeciwnym kierunku. Innymi słowy: jeśli się przesadzi z radością, to można się z niej obudzić w koszmarnym dole. Znają ten mechanizm ci, którzy nadużywają substancji psychoaktywnych. Po odstawieniu pojawia się głód, a po nim to, co najgorsze – życie w ciemnej dolinie rozpaczy tzn. brak czegokolwiek, co cieszy. To, co kiedyś sprawiało radość, już jej nie dostarcza, bo organizm nauczył się, że nie musi już sam produkować endorfin i teraz tylko czeka na nową dostawę z zewnątrz.” (B. Dobroczyński)
Po co człowiekowi radość?
„Kiedy mówimy o tym, co nas raduje, tak naprawdę mówimy o tym, co jest dla nas bardzo ważne. Radość przychodzi jako potwierdzenie, że jesteśmy na dobrej drodze, że nasze wybory są zgodne z naszymi wartościami. Radość mówi, że życie ma sens, że jest się kimś wartościowym. Jest niemal metafizyczną zgodą na istnienie. Mówi: dajesz sobie radę, jest w porządku. Sprawia, że ta smycz, na której trzyma nas rzeczywistość, się poluźnia, że zyskuje się oddech, perspektywę. Radość to energia, paliwo. Najbardziej chyba wtedy, gdy jest wynikiem własnych starań, ale jest też taka radość, która po prostu się zdarza, idziesz ulicą, jest piękna pogoda, obcujesz z przyrodą, słuchasz ulubionej muzyki. Radość ma głęboko duchowy wymiar.” (Czując)
Sens radości jest bardzo subiektywny, właściwy dla konkretnej osoby, w jej kontekście życiowym. każdy sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie: co mi daje radość.
Co zatem konkretnie mi daje radość?
Doświadczam jej, gdy zaczynam dzień od wysiłku fizycznego. Ten czas bezpośrednio po nim, gdy za mną już wysiłek a cały dzień przede mną, jest czystą radością. To ten aspekt radości, który jest wynikiem moich starań więc czuję moją sprawczość, sens istnienia, jestem w zgodzie z moimi wartościami. Czuję radość również wtedy, gdy patrzę na pierwszy śnieg i myślę, że nie ma dwóch takich samych płatków. Wtedy przepełnia mnie błoga forma radości, że ja też jestem podobnie wyjątkowa i jedyna taka we wszechświecie. To radość, która po prostu się zdarza, a do mnie należy ją dostrzec i zatrzymać się w tej właśnie chwili. Ta radość pozwala mi być uważną. Być w pełni w tym, co właśnie robię. Także wtedy, gdy wydaje się, że nic nie robię. Zwłaszcza wtedy.
Umieć się zatrzymać. Nie oceniać, nie porównywać, nie dystansować się. Zamiast tego: przeżywać, rozpływać się, trwać. Być pochłoniętym chwilą. Być tu.
To nie jest proste. Zwykle zamiast być tu i teraz, zajmuje nas milion pytań: czy to, czego doświadczam ma sens? czy jest dobre? lepsze czy gorsze od tego, co wczoraj? lepsze czy gorsze od tego, co ma inny? czy jeszcze kiedyś tego doświadczę?
Cudowny zachód słońca i myśl: jutro już koniec urlopu. Koniec radości. Sami sobie to robimy.
Nie jesteśmy tu. Cały czas jesteśmy gdzie indziej – włączamy ocenę, oddzielamy się od tego, co robimy i odbieramy sobie radość. Bo bycie w kilku miejscach naraz jest bardzo męczące.
Wróćmy do siebie i ustawmy radar na te momenty (bo to są momenty), gdy czujemy radość. I wejdźmy w to.
Eckhart Tolle w książce „Potęga teraźniejszości” tak o tym pisze: „Przełam więc stary nawyk, który każe ci negować bieżącą chwilę i stawiać jej opór. Ucz się odwracać uwagę od przeszłości i przyszłości ilekroć nie są ci do niczego potrzebne. Bądź przytomny, bądź obecny jako obserwator umysłu – swoich myśli, emocji, a także reakcji na rozmaite sytuacje. Bądź przynajmniej tak samo zainteresowany własnymi reakcjami, jak sytuacją czy osobą, która je wywołuje. Nie osądzaj, nie analizuj, nie rób z tego problemu. Śledź myśl, czuj emocję, obserwuj reakcję.”
I to jest dobra rada ku większej radości życia.
Kiedy w poszukiwaniu radości przyda się pomoc specjalisty?
W naszym gabinecie wyznajemy zasadę, że gdy jestem i żyję to nie zawsze jestem radosny, jeśli jednak:
- obniżony nastrój się utrzymuje;
- zmagasz się z życiem zamiast się nim cieszyć;
- nie bawią Cię rzeczy, której do tej pory sprawiały Ci przyjemność;
- tak naprawdę nic nie sprawia Ci radości;
warto skorzystać z pomocy.
Hanna Miecznikowska, psychoterapeutka Jestem Żyję
w opracowaniu korzystałam z: A. Jucewicz „Czując”, B. Brown „Z odwagą w nieznane”, K. Nosowska „Powrót z Bambuko”, E. Tolle „Potęga teraźniejszości”