Menu Zamknij

I co z tymi emocjami? Temat #9 Wstyd

Wstyd. To jedno z tych uczuć, które jest chyba najbardziej nielubiane, niewygodne, w naszym poczuciu niepotrzebne. Jest jakimś wewnętrznym hamulcem, który każe się wycofać, gdy chciałoby się pójść dalej. Sam wstyd jest tematem wstydliwym, wstydzimy się mówić o naszym wstydzie. Bo przyznanie się do własnego wstydu, jest de facto przyznaniem się do własnej kruchości i słabości. Jest uczuciem ze spektrum lęku, ale jest w nim coś więcej, coś jakby bliższego nas samych, dotyka intymności, poczucia własnej wartości, bycia wystarczającym, takim jakim się jest. Dobrą informacją dla tych, którzy myślą, że tylko oni zmagają się ze wstydem jest taka, że wszyscy go doświadczamy, bo wszyscy mamy w sobie tę część kruchą, słabą, zranioną. Wstyd powie nam dużo o relacji, jaką mamy właśnie z tą swoją częścią.

Zdrowy wstyd

Wstyd jest emocją ochronną, w naturalnych sytuacjach sygnalizuje, że zbliżamy się do tego, co jest zbyt osobiste, żeby mogło być pokazane wszystkim. Jest bardzo mocno związany z naszą intymnością, sygnalizuje, że zbliżamy się do jej granic. W tym sensie jest bardzo zdrową reakcją. Wstyd pozwala chronić granice. Buduje poczucie intymności. Z tego powodu na pierwszej randce opowiadamy zazwyczaj o sukcesach, zaletach i marzeniach – wstyd podpowiada nam, by intymne i bolesne doświadczenia pozostawić chwilowo ukryte.

Uczucie wstydu ma swój głęboki sens, bezwstydność jest oznaką patologii. Wstyd jest wewnętrznym wartownikiem i strażnikiem, który chroni godność człowieka, jego najgłębszej intymności, tego co w nas intymne i cenne, a jednocześnie najbardziej delikatne. Wnętrze człowieka jest kruche i tak wrażliwe, jak wrażliwe jest serce. Wstyd chroni naszą godność, naszą intymność, najgłębsze wartości. Po pierwsze strzeże intymności ciała. Drugi rejon chroniony przez wstyd to intymność psychiczna, czyli świat naszych marzeń, naszego wnętrza, naszych wspomnień, myśli, a także świat naszych upadków. Ta płaszczyzna wstydu stanowi obszar tego wszystkiego, co wiąże się z naszą godnością, tożsamością, dumą. A przecież wiele rzeczy jest w nas intymnych: nasze wspomnienia, doświadczenia, które stały się naszym udziałem, a których nie pokazujemy każdemu człowiekowi spotkanemu na ulicy, nie odsłaniamy ich byle komu, tak jak nie przed każdym odsłaniamy nasze ciała. Strażnik wstydu, to ktoś mądry w nas, kto potrafi rozeznać kiedy, komu, ile, w jakim celu i co mogę i przede wszystkim chcę pokazać ze swojej intymności. (K. Grzywocz, Uczucia niekochane)

Z kim podzielę się moimi zwierzeniami? Komu powiem o swoich trudach, o głębokich więziach, o swoich lękach, o niepokojach, o uczuciach? Po co powiem, w jakim celu mam to powiedzieć, jaki skutek to wywoła? Wstyd rozezna. Wstyd potrzebuje czasu, żeby sprawdzić drugiego człowieka. Chroni przed zbyt szybkim sforsowaniem granic intymności, pozwoli nam wchodzić w relacje, w intymność w tempie, które jest dla nas dobre i nie przekraczające nas samych.

Nadmierny wstyd

Nadmierny wstyd może jednak wskazywać na pewne trudności w naszym świecie wewnętrznym. Nadmierny wstyd przykrywa mniemanie o sobie typu: jestem mało warty, nie zasługuję… Taki wstyd odnosi się do człowieka jako całości. W nadmiernym wstydzie pada akcent na JA, jak JA mogłam to zrobić. W nadmiarowym wstydzie, to JA jest na wskroś złe, przynajmniej tak czuje ktoś, kto doświadcza głębokiego wstydu. Można się wtedy albo wycofać ze świata, albo zakryć upokorzenie atakiem furii na drugą osobę.

Źródło takiego nadmiernego, nieuporządkowanego wstydu zazwyczaj leży w dzieciństwie, w rodzinach, które na różne sposoby zawstydzały dziecko. W taki sposób zwracały mu uwagę, że czuło się ono nie jak ktoś, kto akurat zrobił coś złego, ale jako z gruntu zły człowiek.  Za nadmiernym, nieuporządkowanym wstydem stoi zazwyczaj przekonanie o sobie „ze mną coś jest nie tak”. Reakcją na chroniczny wstyd u ludzi dorosłych może być potrzeba skulenia się, wycofania, zniknięcia, a konfrontacja z innymi tylko wzmaga poczucie wstydu. Osoby narcystyczne, są to osoby u których wstyd odgrywa kluczową rolę. Wbrew pozorom, takie osoby czują do siebie nie miłość, lecz pogardę. Wstydzą się tego, kim są, choć na zewnątrz często manifestują coś przeciwnego, co tylko pogłębia w nich poczucie wstydu, bo wiedzą, że to tylko fasada. Natomiast to, co prawdziwe, jest w nich głęboko schowane, bo kiedyś było nieakceptowane albo niedostrzegane przez ważne dla nich osoby.

Są dwa wektory głębokiego, chronicznego wstydu. Pierwszy to poczucie: jestem zły, chcę zniknąć, czyli chęć ucieczki, schowania się, a w konsekwencji trudności w relacji ze światem i sobą. Bliski kontakt przeraża mnie, bo nieświadomie boję się, że historia się powtórzy. Drugi wektor – przeciwnie – to pragnienie odwetowego ataku. Taka osoba mówi: „Wszyscy się mylą, tylko nie ja”. Pod spodem zaś zwykle kryje się wstyd. Często są to osoby, które latami były upokarzane, prześladowane, a teraz wcielają się w nieomylnego tyrana.  (A. Jucewicz, Czując)

Wstyd w swojej nieuporządkowanej formie przychodzi z ważną informacją dla mnie o moich zranieniach, pokazuje temat wymagający zaopiekowania i uzdrowienia, najczęściej  w obszarze samoakceptacji.

Wstyd a perfekcjonizm

Wstyd uwielbia perfekcjonistów.  Jak zauważyła Brene Brown, badaczka wstydu w „Darach niedoskonałości”  taki wstyd powoduje, że czujemy się mali i wadliwi, wydaje nam się, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, pojawiają się w nas myśli typu:

„Co sobie ludzie pomyślą”

„Nie mogę siebie na razie pokochać, bo nie jestem wystarczająco : ładny/ chudy/ bogaty/ utalentowany/ mądry /lubiany/ … itd.

„ Nikt nie może się dowiedzieć o….”

„Kim ja jestem, żeby prezentować światu moje myśli/ dzieła/ idee/ wierzenia/ książki”

„Muszę się zmienić, by dopasować się do innych”

Brene Brown ukuła definicję wstydu: „Wstyd to bardzo bolesne uczucie lub doświadczenie polegające na tym, że wierzymy we własne wady, a wskutek tego w to, że nie jesteśmy godni miłości i przynależności”

Taki wstyd opiera się na lęku, że nie będziemy zaakceptowani, przyjęci, inni nas nie pokochają, jeśli dowiedzą się jacy jesteśmy naprawdę, skąd pochodzimy, w co wierzymy. Dotyczy to zwłaszcza takich sytuacji, w których włożyliśmy olbrzymi wysiłek, by wszystko wyglądało dobrze z zewnątrz i teraz boimy się powiedzieć komuś prawdę. Dlatego wstyd tak bardzo lubi perfekcjonistów – bo oni milczą z łatwością. Lekiem na taki wstyd jest wyjście z cienia i opowiedzenie swojej historii. Ale nie byle komu, komuś zaufanemu, kto wysłucha nas z empatią i zrozumieniem. Paradoksalnie kiedy zaczniemy mówić o swoim wstydzie, jego moc zmaleje.

Dla zobrazowania przytoczę fragment książki Brene Brown „Dary niedoskonałości”, która właśnie wstyd wzięła pod lupę i uczyniła  tematem swoich badań:

„Nie tak dawno temu dyrektorka pewnej dużej szkoły podstawowej oraz przewodnicząca rady rodziców i nauczycieli (PTO) poprosiły mnie o wygłoszenie pogadanki na temat związków między odpornością i ograniczeniami. Na sali mieli być rodzice. (…) Jak tylko weszłam na salę wyczułam dziwny chłód., którym wionęło od zgromadzonych. Wszyscy byli też pobudzeni. Spytałam o to dyrektorkę, ale ta wzruszyła ramionami i przeszła nieco dalej. Pomyślałam, że to dlatego, iż jestem zdenerwowana i próbowałam o tym zapomnieć. Siedziałam akurat gdzieś z przodu, kiedy dyrektorka zaczęła mówić o mnie. Było to bardzo dziwne przeżycie. Wyliczała moje zasługi, a ja czułam, że za chwilę zwymiotuję, lub ucieknę z sali. (…) Mówiła na przykład: „Być może nie spodoba się państwu to, co za chwilę usłyszycie, ale powinniśmy pozostać na miejscu ze względu na nasze dzieci. Doktor Brown ma zmienić naszą szkołę i nasze życie! Powie nam, co mamy robić, niezależnie od tego, czy to nam się spodoba.”

Ton jej głosu był podniesiony i pełen agresji, kobieta sprawiała przez to wrażenie potwornie wkurzonej.(…)

Z perspektywy czasu muszę powiedzieć, ze powinnam była wejść na mównicę i oświadczyć: „Czuję się naprawdę nieswojo. Jest mi miło, że państwo mnie zaprosili, ale nie mam zamiaru mówić, co macie państwo robić. Nie chcę też, żeby ktokolwiek pomyślał, że jedna pogadanka może nagle zmienić szkołę. Naprawdę nie rozumiem, o co w tym wszystkim chodzi.”

Jednak zachowałam się inaczej i zaczęłam niepewnie wykład, podkreślając, że jestem co prawda badaczką, ale też wychowującą dzieci matką. (…) Pewien mężczyzna, który siedział w pierwszym rzędzie, założył ręce na piersi, a w dodatku tak mocno zacisnął szczęki, że aż mu wyszły żyły na szyi. Co parę minut poprawiał się na krześle, przewracał oczami i wzdychał głośno. (…) Jako doświadczona nauczycielka i liderka grupy wiem, jak się zachować w takich sytuacjach, i zwykle przychodzi mi to bez trudu. (..) Ale byłam wtedy tak wytrącona z równowagi, że zrobiłam najgorszą możliwą rzecz – próbowałam mu zaimponować. Zaczęłam mówić głośniej i z większym ożywieniem. Przytaczałam dane statystyczne, które zwykle odstraszają publiczność. Przestałam zachowywać się naturalnie i sprawiałam takie wrażenie, że albo wszyscy mnie posłuchają, albo ich dzieci przestaną chodzić do szkoły, zaczną ćpać i słuchać rock and rolla.

I nic. Żadnego pozytywnego odzewu. To była prawdziwa katastrofa. Próby zmuszenia do współpracy czy choćby przekonania do siebie ludzi takich, jak ten mężczyzna zawsze kończą się niepowodzeniem, gdyż przestajemy być autentyczni, szukając poklasku. Przestajemy wierzyć we własną wartość i szukamy jej w cudzych oczach.

Jak tylko skończyłam wykład, złapałam torebkę i niemal pobiegłam do samochodu. Poczułam, ze coraz bardziej pali mnie twarz. Byłam zagubiona, serce waliło mi jak młotem. Próbowałam zapomnieć o tym, co się stało, ale bezskutecznie. Czekał mnie poważny atak wstydu…

Najlepsza rzecz, jaką można wówczas zrobić, przeczy naszej intuicji, Chodzi o to, by zdobyć się na odwagę i poszukać pomocy na zewnątrz. Musimy stworzyć opowieść o tym, czego doświadczyliśmy i podzielić się z nią z kimś, kto na to zasługuje i odpowie współczuciem.”

Wstyd jest mocno powiązany z naszym wewnętrznym krytykiem. Krytyk wewnętrzny jest to głos w naszej głowie, który nas rozlicza, krytykuje, komentuje, ocenia szczególnie w sytuacjach, w których sobie z czymś nie radzimy, nie dorastamy do ideału siebie, jaki nasz krytyk wewnętrzny wyznaje. Zazwyczaj jest to uwewnętrzniony głos naszych rodziców, lub innych ważnych dorosłych z dzieciństwa. Sposób w jaki byliśmy traktowani jako dzieci odtwarzamy w dorosłości wobec samych siebie. Nasz krytyk wewnętrzny będzie nas tak samo zawstydzał, jak byliśmy zawstydzani jako dzieci.

Jak sobie radzić ze wstydem, gdy się pojawia?

Przyjąć i rozeznać, potraktować jako informację, zapytać, z czym przychodzi właśnie teraz do mnie. Dobrą wskazówką w rozeznawaniu wstydu jest sprawdzenie, czy wpływa on na moje poczucie wartości. Czy przychodzi, jako informacja o tym, ze zbliżam się do granic mojej intymności? Jeśli tak, należy go wysłuchać, i świadomie podjąć decyzję, czy jest to dobry moment na przekroczenie granicy mojej intymności. Czy jednak jest nadmiarowy, zapadam się w sobie i tracę kontakt z poczuciem własnej wartości? Jeśli to drugie, to to co wtedy jest bardzo ważne, to danie sobie samemu wsparcia i akceptacji, wbrew krytykowi wewnętrznemu, który ma tendencje do „odpalania się” właśnie w sytuacji budzącej wstyd.

Dobrze jest poznać się ze swoim krytykiem wewnętrznym i usłyszeć komunikaty, jakie mi podsuwa.  Co mówi? W jakich sytuacjach mówi? Czy jest to wspierające? Czy wręcz przeciwnie. Z tematem krytyka wewnętrznego można pracować i przeformułować komunikaty, jakie od niego słyszę. (Temat krytyka wewnętrznego i pracy z myślami jest dość obszerny i został tu tylko zasygnalizowany. Właściwie można by cały osobny temat tylko temu poświęcić. Zainteresowanych odsyłam do literatury, której w temacie jest dość sporo. Można też przejść przez ten temat ze specjalistą w gabinecie.)

Mogę też poszukać wsparcia osoby zaufanej, która wiem, że mnie  wysłucha i zrozumie, a nie sama zareaguje zawstydzeniem, albo zacznie negować moje uczucie („no co ty, na pewno nie jest tak źle”), albo zacznie mnie łajać za moja słabość („jak mogłaś się  tak zachować”).

Kiedy szukać pomocy specjalisty? Gdy:

  • generalnie nie potrafisz zaakceptować siebie ze swoimi niedoskonałościami i obawiasz się ich ujawniania;
  • masz trudności z przebaczaniem sobie i innym;
  • dorastałeś z poczuciem przymusu utrzymywania pozytywnego obrazu siebie;
  • towarzyszy Ci poczucie winy, wstydu i niedoskonałości w odniesieniu do przyjętego ideału własnej osoby;
  • zauważasz u siebie nadmierny samokrytycyzm, a chciałbyś nauczyć się adekwatnie oceniać – i doceniać – swoje zalety, możliwości i umiejętności;
  • nie akceptujesz swojego wyglądu i nieustannie porównujesz się z innymi.

Dorota Piwowarczyk, terapeuta Jestem Żyję

 

 

I co z tymi emocjami? Temat #8 Radość
I co z tymi emocjami? Temat #10 Miłość

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *