Jak się ma empatia do emocji?
Bez emocji nie ma empatii. Wprawdzie empatia nie jest emocją lecz jest zdolnością do rozpoznawania i współodczuwania stanu emocjonalnego drugiej osoby oraz w konsekwencji postrzegania rzeczywistości z jej perspektywy. Ujmując rzecz metaforycznie jest to bardzo pożądana społecznie zdolność do wchodzenia w cudze buty lub patrzenia na świat przez cudze okno. Nie da się rozumieć i dzielić cudzych emocji nie mając kontaktu ze swoimi własnymi.
Pożądana społecznie nie znaczy jednak zawsze przyjemna dla posiadacza tejże umiejętności. Empatia pochodzi bowiem od greckiego słowa empátheia oznaczającego cierpienie i ten źródłosłów każe pamiętać, że nasze współodczuwanie obejmuje cały wachlarz emocji drugiego człowieka, w tym także te trudne i niechciane.
Empatia a współczucie – czy to to samo?
Zależy co dokładnie rozumiemy pod słowem „współczucie” – czy chodzi o rzeczywiste współodczuwanie czy o ubolewanie, litowanie się. Mi bliskie jest podejście Brene Brown, dla której empatia to bycie przy kimś i przy jego uczuciach, a współczucie to żałowanie kogoś. Bardzo obrazowo nakreśloną różnicę między jednym a drugim znajdziesz tutaj https://www.youtube.com/watch?v=4CpVI-KIF7M (kadr z tego właśnie filmu wykorzystałam jako ilustrację dzisiejszego odcinka).
Nie chcesz się rozpraszać oglądaniem filmu? Nie szkodzi. Złapiesz sedno różnicy wyobrażając sobie, że właśnie przeżywasz intensywną frustrację. Wyobraziłeś sobie? Ok.
Jak się będziesz czuł jeśli w odpowiedzi usłyszysz ode mnie: „Przykro mi, że się frustrujesz”? Zapamiętaj to uczucie. A jeśli moja reakcja będzie: „Boże, to naprawdę frustrujące! Znam to uczucie i wyobrażam sobie, jak trudno musi Ci teraz być!”? Co teraz czujesz? Widzisz różnicę między tym, co czułeś poprzednio a tym co teraz? Przy której odpowiedzi doświadczyłeś większej bliskości? Kiedy miałeś wrażenie, że lepiej Cię rozumiem?
Jeśli Twoje doświadczenie jest podobne do mojego, to za drugim razem czujesz, że jesteśmy w tym razem, ja wchodzę w Twoje buty, dzielę z Tobą Twój stan emocjonalny tj. pozwalam by te trudne emocje wezbrały również we mnie. To nie jest przyjemne. Przeciwnie, wymaga odwagi i zaangażowania emocjonalnego. W pierwszej sytuacji natomiast jedynie mówię o swoich uczuciach w reakcji na Twoje i – co najistotniejsze – nie wychodzę ze swojej strefy, by wejść w Twoją i towarzyszyć ci w niej. To nie znaczy, że nie ma we mnie troski o Ciebie i że moje słowa nie są szczere. Przeciwnie, mogę szczerze życzyć ci, by Twoje samopoczucie się poprawiło, pocieszać i wspierać słowem, ale pozostaję na zewnątrz, zachowuję dystans, bo tak naprawdę nie chcę być częścią Twojego doświadczenia. Nie chcę empáthei.
Podsumowując: współczucie to oferowanie pocieszenia i dobrych rad (nierzadko z zaszytym w nich oczekiwaniem szybkiego „ogarnięcia się” adresata współczucia w imię niesprawiania otoczeniu przykrości) a empatia to obecność i niewywieranie presji na szybsze wychodzenie z trudnych emocji. Dlatego empatia jest paliwem dla bliskości, podczas gdy współczucie może nas od siebie oddalać.
Co blokuje empatię?
Przede wszystkim brak empatii dla samego siebie, bo – jak się okazało – nie możemy współodczuwać z innymi jeśli nie potrafimy dobrze traktować samych siebie. Kiedy nie słyszymy swoich uczuć, nie widzimy siebie i swoich potrzeb – nie stanowimy dla siebie oparcia. Nie możemy zatem stanowić oparcia także dla innych.
Na drodze empatii stają również: niechęć, uraza, poczucie skrzywdzenia, negatywna ocena innych bazująca na starych krzywdach lub wzorcach relacji z przeszłości, strach przed wykorzystaniem naszej wrażliwości, lęk przed nadużyciem, obawa przed bliskością, przed nieszczęściem drugiego, myślenie magiczne, że cudze nieszczęście również mnie dotknie, jeśli się do niego za bardzo zbliżę, wreszcie niepewność czy udźwignę cudze emocje, czy nie wystawię naszej relacji na zbyt ciężką próbę… Jak widać, nie jest łatwo z tą empatią.
Każda zmiana zaczyna się od świadomości, warto zatem zdawać sobie sprawę, jak wiele czynników wpływa na moją empatię i – oddzielając swoje myśli od swoich wartości – dokonać świadomego wyboru między lękiem przed cierpieniem a tym co jest dla mnie na tyle ważne w życiu, że jestem gotowa / gotowy na empatheię.
I jeszcze ważna wskazówka od profesora de Barbaro: trauma zamyka na cierpienie innych, a głęboka depresja nie pozwala na okazywanie współczucia innym – oczekiwanie empatii od takich osób byłoby mało empatyczne.
Z czego składa się empatia?
Według Teresy Wiseman cztery składniki empatii to:
– umiejętność przyjmowanie perspektywy drugiego człowieka lub przynajmniej uszanowanie cudzej perspektywy jako subiektywnej prawdy tej osoby
– powstrzymanie się od oceny
– zdolność do rozpoznawania uczuć drugiej osoby
– zakomunikowanie jej tego
Trudne? Bardzo. I warte wysiłku.
Po co nam empatia?
Powodów rozwijania empatii jest wiele. Wybrałam trzy, które dla mnie są szczególnie istotne:
Empatia to zabójca wstydu (B. Brown)
Empatia pozwala na współpracę przy szukaniu rozwiązań, które zaspokoją potrzeby wszystkich uczestników sporu (M. Rosenberg)
Dzięki empatii wchodzimy w obraz świata życzliwego, a nie podejrzliwego. Wierzę, że lepiej być ufnym niż podejrzliwym, współczującym niż niewzruszonym, nawet jeśli przez to człowiek się czasem zawiedzie. Bo ufność i dobro otwierają na świat i ludzi. (B. de Barbaro)
Byłoby ciekawie dowiedzieć się, jakie powody są ważne dla Ciebie. Jeśli chcesz zaspokoić moją ciekawość, napisz o nich w komentarzu. Bardzo dziękuję.
Jak rozwijać empatię?
Najlepiej poprzez empatyczne słuchanie.
Empatyczne słuchanie to nie tylko rozumienie słów lecz dostrojenie się do przeżyć tj. wczucie się w to, o czym druga osoba nam opowiada, towarzyszenie jej w jej historii nie tylko poznawczo lecz przede wszystkim emocjonalnie. Takie słuchanie to reagowanie własnymi emocjami na to, co słyszymy. Delikatne zatrzymywanie i dopytywanie o uczucia: „Poczekaj chwilkę, naprawdę tak powiedziała? I jak się z tym czujesz?”
Takie słuchanie ma za zadanie przekazać drugiemu trzy ważne komunikaty: po pierwsze – słyszę Cię, po drugie – rozumiem i po trzecie – uważam że Twoje emocje są całkowicie uzasadnione.
Michael S. Sorensen w książce „Słyszę Cię” używa pojęcia walidacja, które definiuje jako rozumienie, dlaczego ktoś czuje się tak jak się czuje i docenianie go w tych emocjach. By opanować taką umiejętność potrzebujemy treningu pogłębiania emocji (dopytujemy o nie), odzwierciedlania ich (dostrzegamy, nazywamy i pokazujemy, że rozumiemy jak się ktoś czuje i dlaczego) i – nie zapominajmy o tym – doceniania osoby (pokazujemy, że nie tylko ktoś miał prawo się tak czuć, ale też że podziwiamy to jak sobie z tym poradził).
Uwaga, ważne: nie przedobrzyj! nie mów „znam to uczucie” jeśli nie znasz. Nie da się podnieść kogoś na duchu używając słów, w które nie wierzysz, bo dlaczego ktoś inny miałby w nie uwierzyć?… Naprawdę, dużo lepiej jest poprzestać na: Nie wiem co powiedzieć, brak mi słów (w ten sposób doceniasz trudność położenia drugiej osoby), ale dziękuję Ci, że mi o tym powiedziałeś (doceniasz zaufanie), czy mogę pobyć z Tobą teraz? (dajesz obecność)
Szczerze mówiąc rzadko kiedy to, co mamy do powiedzenia, może rzeczywiście pomóc. To, co naprawdę pomaga to bliskość. I słuchanie.
Co jeszcze pomaga wzmacniać naszą empatię? Ciekawość. Bycie zaciekawionym drugim człowiekiem, zadawanie sobie pytań: jakie doświadczenia on ma, co gdyby mnie to spotkało, co jeśli dotyczyłoby bliskiej mi osoby. To pomaga zobaczyć w drugim… człowieka. Co jeszcze? Oczywiście, emocje Stały trening rozpoznawania własnych uczuć (zrób z tego nawyk!) oraz powstrzymywania się od ich oceniania. To drugie jest niezwykle powszechne i, niestety, automatyczne. Najlepiej zacząć od przyłapywania się na tym. Gwarantuję, że w Twoim życiu – podobnie jak w moim – nie ma dnia, byś nie uległ temu automatyzmowi. Nie wierzysz? Nie musisz. Możesz sprawdzić doświadczeniowo obserwując samego siebie. Szczególną uwagę zwróć na wszelkie „nie przejmuj się, przestań się martwić, spokojnie, nie ma się czego bać”. Tak, to typowi reprezentanci naszych automatycznych ocen i kwestionowania naszych uczuć.
Zdecydowanie zdrowiej i z korzyścią dla wzrostu empatii w świecie jest zastąpić powyższe uznaniem, że „smutno mi”, „ależ jestem zdenerwowana”, „mam prawo być na niego zła”.
Warto zacząć od teraz.
Z życzeniami empatii
Hanna Miecznikowska, psychoterapeutka Jestem Żyję
w opracowaniu korzystałam z:
Brene Brown „The Power of Empathy”, Agnieszka Jucewicz „Czując”, Michael S. Sorensen „Słyszę Cię”