Menu Zamknij

I co z tymi emocjami? Temat #4 Strata

Strata – czy to emocja?

Nie do końca, to raczej połączenie wielu emocji. Najłatwiej skojarzyć ją ze smutkiem. Jak pisała Dorota w poprzednim odcinku, smutek jest zarówno reakcją na stratę jak i sposobem na pogodzenie się ze stratą.

W stracie jest też dużo żalu, a żal to połączenie smutku i złości. Jesteśmy różni, więc różne są proporcje tych emocji w naszym przeżywaniu żalu. Gdy przeważa ta pierwsza emocja nasz żal jest refleksyjny, gdy złość – mamy potrzebę działania. Warto o tym pamiętać, gdy jesteśmy z kimś we wspólnej żałobie. By akceptować inny sposób przeżywania żałoby przez drugą osobę i nie traktować jej reakcji jako dowodu na brak lub niedostateczność jej żalu.

Strata – kiedy ją przeżywamy?

Według psychologa rozwojowego Erika Eriksona całe życie to naprzemienne pasmo zysków i utrat. Wśród tych ostatnich są zarówno te największe, jak śmierć bliskiej osoby, lecz także całe mnóstwo innych, które też wymagają opłakania. Gdy stracimy pracę, spali nam się dom, rozpadnie się ważny związek, stracimy zaufanie do kogoś lub pęknie nasz wizerunek i wyobrażenie o sobie – to, choć to nie są straty nieodwracalne, też mamy prawo do żałoby po nich.

Obecnie wszyscy przeżywamy tego typu stratę, bo przez pandemię musieliśmy rozstać się z dotychczasowym stylem życia. Od prawie roku pracujemy inaczej, uczymy się inaczej, nawet zakupy robimy inaczej i w innych godzinach. Co dziś szczególnie bolesne – najbardziej rodzinne święta też spędzimy inaczej, bo nie tak rodzinnie jak zawsze. To nie są łatwe doświadczenia – mamy prawo przeżywać, a nawet opłakiwać, brak bliskości, pewności i bezpieczeństwa.

Jednocześnie każdy etap życia przynosi kolejne naturalne straty rozwojowe, po których zwykle żałoby nie przeżywamy, bo tracąc jedno zyskujemy coś innego – np. w przypadku małego dziecka jest to strata bycia karmionym piersią na rzecz większej różnorodności jedzenia i samodzielności w jego przyjmowaniu. To na początku frustruje, ale w konsekwencji pozwala dziecku się rozwijać.

Strata – jak ją przeżyć i jak z niej wyjść?

Dobrze przeżyta żałoba musi trwać i musi się też skończyć, byśmy nie utknęli w żałobie. Ten bowiem, kto utknie w żałobie nie potrafi dostrzec dobra, które nadal ma. Nie potrafi zaakceptować i pogodzić się z faktem, że wprawdzie jakiegoś scenariusza na życie już nie zrealizuje, ale wciąż może być szczęśliwy z tym, co nadal jest możliwe. Przeciwnie, koncentruje się na tym, czego już nie ma, co stracił, co już nie jest dostępne. Przez to ryzykuje rozgoryczenie i tzw. „wtórne upośledzenie”, bo jego wyjściowa strata prowadzi go do kolejnych np. do izolacji społecznej, gdy otoczenie go nie rozumie i unika, nie chcąc konfrontować się z jego złością i pretensjami do świata.

Proces przeżywania i wychodzenia ze straty ma swoje fazy:

– najpierw jest szok i niedowierzanie – nie chcemy przyjąć do wiadomości tego, co się zdarzyło i nic w tym dziwnego, skoro nasze ramy się rozpadły, a przewidywalność okazała się złudzeniem

– potem powoli zaczynamy być smutni, ale też wzbiera w nas złość – na innych, na świat, na nas samych oraz szukanie winnych i niezgoda na to, co nam się przytrafiło, przekonanie że nie zasłużyliśmy na to, że to niesprawiedliwe i krzywdzące

– po złości próbujemy się targować, z losem, z Bogiem, zastanawiamy się, czy mogliśmy zrobić coś inaczej, lepiej – „może gdybym wtedy zrobiła to i to, nie doszłoby do tego”, „może jeszcze nie wszystko stracone, jeśli postąpię tak i tak to może ją/go odzyskam”…

– wreszcie przychodzi czas na odrętwienie i pustkę – nic nie czujemy, jesteśmy jak zamrożeni w bólu i bezsilności

– i dopiero po przeżyciu wszystkiego powyżej jesteśmy gotowi wejść w ostatnią fazę żałoby tj. reorganizację i adaptację do nowej rzeczywistości, bo po stracie nie chodzi o odtwarzanie tego co było, o dokładne odwzorowanie dawnego stylu życia, raczej o zbudowanie czegoś nowego z tego, co chcemy zachować i z tego czego strata nas nauczyła, co nam pokazała, uświadomiła

Uwaga! to bardzo ważne – nie da się przepracować straty na skróty. Każdy z etapów jest ważny, każde z towarzyszących im trudnych uczuć jest konieczne i prawomocne. Musimy przejść całą drogę, by pomału pożegnać się z tym, co pożegnać musimy i przyjrzeć się temu, co nam zostało.

Jak pomóc innym przeżywać stratę?

Podobnie jak w innych trudnych emocjonalnie chwilach ważniejsze od tego, co powiemy, jest to, że jesteśmy. Że przyjmujemy drugą osobę w jej żałobie i nie uciekamy od tego, co przeżywa. Nie poganiamy jej. Rozumiemy, że potrzebuje czasu, by przeżyć swój szok, wściekłość i rozpacz. Jesteśmy i trwamy przy niej w gotowości, by wyjść naprzeciw jej potrzebom, gdy je wyrazi, słowem lub tylko oczami, postawą ciała. Jesteśmy uważni. Także po to, by powoli i delikatnie ją z żałoby wyciągać. Próbować proponować jakąś wspólną aktywność lub pomoc w zebraniu się do czegoś, ale nie za szybko i z pełną zgodą na odmowę. By po jakimś czasie ponowić próby, bo proces żałoby jest dynamiczny – co nie było możliwe wczoraj, może być realne dziś. Podsumowując – nie pocieszamy i nie odwracamy się, zamiast tego towarzyszymy drugiemu na tyle uważnie, by powoli zawracać go do życia. Najkrócej mówiąc -jesteśmy blisko.

Na marginesie: o bliskości także napiszemy w tym cyklu, bądźcie czujni 🙂

Czy można żyć bez strat?

Nie można. I nie warto, bo jeśli nie będziemy stawiać czoła stratom, nie staniemy się dojrzałym człowiekiem.

Będziemy żyć w iluzji własnej wszechmocy, a ta – jak każda iluzja – wcześniej czy później zostanie skonfrontowana z rzeczywistością. I właśnie lepiej by to się stało wcześniej – na właściwym etapie rozwoju – by mniej bolało i byśmy się szybciej pozbierali. Bo konfrontacja jest nieunikniona jako, że prawdą o człowieku jest to, że jest kruchy a nie supermocny. Na tym polega człowieka piękno i wartość. Im szybciej, jako dzieci, dowiemy się, że nie będziemy odnosić w życiu samych sukcesów, że nieraz poczujemy bezsilność i własne ograniczenia, że nie wszystko nam się uda tak, jak to sobie zaplanowaliśmy – tym lepiej dla nas, już dorosłych. Dzięki temu na pierwszą poważną porażkę jak np. oblana matura, nie zareagujemy depresją i myślami samobójczymi. Tak, to nie przesada – nieurealniane „stłuczonymi kolanami” poczucie wszechmocy i wyjątkowości może być naprawdę śmiertelnie niebezpieczne.

Zatem apel do rodziców: nie chrońcie dzieci przed porażkami, nie wmawiajcie im, że są najlepsi, że mogą wszystko, że świat już czeka, by ich podziwiać i że sukces im się należy. Nieco inaczej to brzmi niż obowiązująca dziś narracja „sky is the limit”, prawda? I już widzę powątpiewanie na Twojej twarzy, czytelniku, i mogę wyobrazić sobie tę myśl, która właśnie wyświetliła się w Twojej głowie „To nie jest nowoczesne podejście do sukcesu w życiu, to nie motywuje”. Oczywiście, nie chodzi o podcinanie skrzydeł lecz o zachowanie realności w pochwałach i wsparciu. Mów swoim dzieciom, że fajnie, że lubią to, co robią, że się w tym rozwijają, ale też, że w życiu różnie bywa, nie wszystko można przewidzieć i że to nie będzie koniec świata, jeśli nie będą najlepsi na świecie, w tym, czym się zajmują. Bo człowiek dojrzały wie, że na wiele spraw ma wpływ, ale nie na wszystko.

Najgorzej znoszą stratę ci, którzy jej nie biorą pod uwagę. Natomiast ci, którzy umieli dobrze przeżyć swoje straty, nabywają większą odporność na to, co niespodziewane i lepiej adaptują się do nowych wyzwań i zmian.

Ta odporność nosi nazwę rezyliencji lub elastyczności psychicznej. Dzięki niej potrafimy współczuć sobie, otaczać siebie opieką, wspierać siebie w trudnych przejściach, zwiększać tolerancję na niepewność poprzez uważność i akceptację, co daje większe poczucie bezpieczeństwa nawet w nieprzewidywalnej rzeczywistości.

Jak widać elastyczność psychiczna to bardzo ważna umiejętność dzisiaj, gdy przez pandemię niemal codziennie musimy się adaptować do czegoś nowego i niespodziewanego. Im bardziej akceptujemy rzeczywistość taką jaka jest, im bardziej jesteśmy pokorni wobec życia i mniej sztywni w swoich założeniach i planach, tym większe mamy szanse nie tylko na przetrwanie pandemii i związanych z nią ograniczeń w równowadze psychicznej, ale też na wyjście z niej z korzyścią dla naszego rozwoju osobistego.

Pandemia wspiera mój rozwój? Owszem, to możliwe, bo na swoich stratach możemy też zyskać. Dzięki dobremu przejściu procesu straty dowiadujemy się o sobie ważnych rzeczy: jak reagujemy, z jakiego wsparcia możemy skorzystać, czy to, co wydawało się nie do przejścia faktycznie takie było, jakie zasoby posiadamy. To ważna i użyteczna w życiu wiedza, której nie da nam żadna szkoła.

Nie ma zmiany bez straty i każda strata prowadzi do zmiany. To od nas zależy, czy ta zmiana będzie po naszej myśli czy nastąpi pomimo naszego oporu.

Dobra wiadomość jest taka, że w każdym człowieku jest naturalna pierwotna siła, by zaczynać wciąż od nowa.

 

Kiedy w pracy ze stratą przyda się pomoc specjalisty?

W naszym gabinecie wyznajemy zasadę, że gdy jestem i żyję to straty są nieuniknione, jeśli jednak:

  • doświadczyłeś śmierci ważnej dla Ciebie osoby i nie potrafisz się z nią pogodzić;
  • odszedł od Ciebie ktoś ważny / znaczący;
  • jesteś po rozwodzie i nie masz wsparcia bliskiej osoby;
  • dowiedziałeś się o nieuleczalnej chorobie swojej bądź kogoś bliskiego;
  • utrata czegoś ważnego ma znaczący wpływ na Twoje życie powodując przewlekłe cierpienie;
  • żałoba się przedłuża, nie możesz z niej wyjść mimo wsparcia i prób;
  • w wyniku utraty czegoś ważnego doświadczasz nie tylko trudnych emocji ale też poczucia braku sensu życia;

warto poszukać pomocy.

 

Pytania do refleksji:

Jak ja przeżywam straty? Czy daję sobie czas i prawo do opłakania tego, co straciłem? Czy raczej bagatelizuję moje utraty, staram się nie rozpamiętywać, uciekam w działanie, odmawiam im ważności i tego, że mają na mnie wpływ?

Jak ja wychodzę z mojego żalu po tym, co straciłem? Czy mam jakąś niedomkniętą żałobę? Czy po stracie potrafię dostrzec dobro, które wciąż jest moim udziałem? Czy godzę się na to, że pewne opcje już nie są dostępne? Czy mimo to potrafię cieszyć się życiem? Jego innymi, wciąż możliwymi scenariuszami?

 

Dziękuję Ci, drogi czytelniku, że dotarłeś aż tutaj.

Na święta i na po świętach życzę Ci dużo rezyliencji – bo odporność zawsze jest wartością, a podczas pandemii jest wręcz bezcenna!

 

Hanna Miecznikowska, psychoterapeutka Jestem Żyję

 

w opracowaniu korzystałam z A. Jucewicz ”Czując”

I co tymi emocjami? Temat #3 Smutek
I co z tymi emocjami? Temat #5 Wdzięczność

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *