Menu Zamknij

I co z tymi emocjami? Temat #10 Miłość

Czym jest miłość?

Oto jest pytanie. Emily Dickinson napisała, że miłość jest wszystkim, co istnieje i to wszystko, co wiemy o miłości, a Brene Brown w swoim wystąpieniu na TEDx powiedziała: „Kiedy zapytacie ludzi o miłość, opowiadają Wam o zawodzie miłosnym”.

A może trzeba odwrócić pytanie?
– Czym według ciebie jest powodzenie? – zagadnął chłopiec w książce „Chłopiec, kret, lis i koń”
– Miłością – padła odpowiedź kreta.

Powodzenie to coś ważnego, coś do czego dążymy. Zatem miłość jest wartością. A czy jest uczuciem? Według niektórych tak, jest uczuciem przyciągania ku czemuś dobremu. Dla innych jednak jest czymś znacznie większym niż uczucie, choć uczucia – jak paliwo – są miłości potrzebne, by mogła zapłonąć. Jednak by mogła trwać potrzeba czegoś więcej niż uczuć – naturą emocji jest przecież to, że mijają, z definicji są nietrwałe.

Jak widać nie jest łatwo zdefiniować miłość. Może nawet nie warto, bo żadna z definicji nie będzie wystarczająca. Bo – jak mówi B. Dobroczyński – skoro my tak naprawdę nie wiemy, co to znaczy, kiedy mówimy „kocham” to może to, co się naprawdę liczy, to zachowanie polegające na miłości – jak ująłby to behawiorysta B. F. Skinner. To ujęcie przypomina mi sens słowa miłość w języku hebrajskim, w którym miłość to czynienie dobra.

A zatem mniej ważne jest, co o miłości powiemy lub co o niej myślimy, ważniejsze – co zrobimy, by ją pokazać. Prawdopodobnie każdy woli mieć w życiu kogoś, kto będzie mu miłość okazywał niż tylko o niej mówił. Choćby najpiękniej i najoryginalniej.

Jak się robi miłość?

Kultywujemy miłość, gdy pozwalamy, by inni mogli w pełni zobaczyć i poznać nasze najwrażliwsze i najsilniejsze „ja” oraz kiedy potrafimy traktować z zaufaniem, szacunkiem i dobrocią duchową więź, która wyrasta z tego daru. Miłość nie jest czymś, co bierzemy lub dajemy – ale czymś, co możemy hodować i pielęgnować. Wstyd, obwinianie, brak szacunku, zdrada i powściąganie uczuć niszczą korzenie, z których wyrasta miłość.” – B. Brown „Dary niedoskonałości”

W tzw. Hymnie o miłości z listu św. Pawła miłość opisywana jest wprawdzie przymiotnikami lecz, gdy sięgniemy do greckiego tekstu okaże się, że np. nasze „miłość łaskawa jest” pochodzi od słowa chresteuetaios, które z kolei ma swoje źródło w chrestos tzn. osoba dobra okazująca swoją dobroć w czynach.

Zatem robić miłość to zapewne rozumieć drugiego, troszczyć się o niego, akceptować, słuchać, dawać wolność, ufać, wyrzec się kontroli i dominacji, być obecnym. Nic czego byś nie wiedział, prawda?

Dlaczego więc tak często się nie udaje?

Co jest warunkiem powodzenia w miłości?

Możemy kochać innych tylko wtedy, gdy kochamy siebie – mówi B. Brown z przekonaniem popartym badaniami. Jeśli dziecko wyniesie z domu przekonanie, że jest kochane i można je kochać, to samo też będzie potrafiło kochać. Miłość do siebie, lubienie siebie, troska i szacunek do siebie – to jest celem, a nie akceptacja innych – ten łapczywy bożek, u którego stóp składamy ofiarę w postaci podtrzymywania zadowolenia innych.

Po 6 latach badań, tysiącach ludzkich historii, setkach wywiadów i napisaniu książki Brene Brown doszła do wniosku, że tylko jedna zmienna odróżnia ludzi z silnym poczuciem miłości i przynależności od tych, którzy się wciąż z tym zmagają. Chodzi o to, że ludzie posiadający silne poczucie miłości i przynależności wierzą, że są warci miłości i przynależności. Czyli jeśli chcemy w pełni doświadczyć miłości i poczucia przynależności, musimy uwierzyć, że jesteśmy ich warci. Bo to właśnie poczucie wartości daje nam dostęp do miłości.

To poczucie nie wymaga żadnych warunków wstępnych, a jednak wielu z nas świadomie stworzyło, nieświadomie dopuściło lub dostało od innych długą listę takich warunków: „Będę wartościowy/a, kiedy … jeśli … .” (tu możesz wstawić swoje warunki)

To nie jest prawda, że Twoja wartość jest warunkowa. Prawdą jest, że największe wyzwanie dla nas wszystkich to uwierzyć we własną wartość już teraz, w tej chwili. Bez żadnych warunków. Jak toz robić? Warto zacząć od wyrzeczenia się tego, co nam tę wartość odbiera. Już teraz, w tej chwili zapytaj więc sam siebie:

Czy wyrzekam się odrzucania samej, samego siebie?
Czy wyrzekam się myślenia, że jesteś nie taka, nie taki?
Czy wyrzekam się myślenia, że się Bogu nie udałaś, nie udałeś?
Czy wyrzekam się porównywania się, oceniania siebie, krytykowania siebie?
Czy wyrzekam się obwiniania siebie?
Czy wyrzekam się odrzucania swojej historii?
Czy wyrzekam się nieprzyjęcia siebie w tu i teraz?
Czy wyrzekam się myślenia, że gdybyś była, był inny, Twoje życie miałoby sens?
Czy wyrzekam się szukania potwierdzania siebie w drugim człowieku, w osiągnięciach, w wyglądzie?
Czy wyrzekam się udowadniania komukolwiek swojej wartości?
Czy wyrzekam się żebrania o czyjąś akceptację?
Czy wyrzekam się zawierzania swoim agresywnym myślom?
Czy wyrzekam się chęci bycia idealną, idealnym, niepopełniania błędów, perfekcjonizmu?
Czy wyrzekam się niezgody na własną słabość, swoje błędy, na swoje człowieczeństwo?
Czy wyrzekam się zaprzeczania swojej słabości, dołowania się swoją słabością?

Czy w związku z tym decyduję się, by przeznaczać parę chwil codziennie, by ponawiać ten akt?
Czy decyduję się wchodzić w to głębiej każdego dnia, miesiąca i roku, aż zajaśnieje miłość we mnie?

Miłość własna a miłość do innych – która jest pierwsza?

„Kto jest zły dla siebie czyż będzie dobry dla innych? (…) Nie ma gorszego człowieka niż ten, który jest sknerą dla samego siebie” – ten fragment z Mądrości Syracha przytacza Franciszek w swojej adhortacji o miłości Amoris Laetitia, i dodaje „kto nie potrafi kochać samego siebie, napotyka trudności w miłowaniu innych”.

Z drugiej strony, gdy potrafimy kochać siebie możemy być również zdolni do poświęcenia swojego dobra dla dobra osoby, którą kochamy, „ale to nie jest takie poświęcenie, które drugiej osobie staje w gardle. Ono jest odbierane nie jako ciężar, a jako przywilej , jako wolność. Ludzie, którzy taką miłość praktykowali – mistycy, mędrcy – twierdzili, że kochanie w ten sposób czyni ich życie sensownym, ponieważ wyzwalają się od czegoś, co sprawia im najwięcej kłopotów – od świadomości własnej skończoności, cierpienia, bezsensowności własnych starań. Wtedy tak pojmowana miłość staje się ekstazą, transcendencją.” (A. Jucewicz „Czujac”)

A ja za Brene Brown powiem, że nie wydaje mi się, by istniał tu wybór: albo–albo. Trzeba raczej mówić o konieczności obu tych doświadczeń. Bo nie jest dobrze, gdy np. matki kochają dzieci ponad wszystko, a o sobie mówią źle i nie mają dla siebie współczucia. Uważają, że dzieci można kochać, ale ich samych już nie. Mówią: ja się nie liczę, najważniejsze jest dobro dziecka. Lecz czego uczą te swoje dzieci? Czy nie przyczynią się taką miłością do tego, że dorosłe już dziecko także przeleje całą miłość na swoje dzieci, a siebie kochać nie będzie? Nie ma nic złego w kochaniu dzieci, ale ta miłość powinna doprowadzić nas do poznania samych siebie, tak byśmy i dla siebie mieli więcej współczucia. Bo to poznanie i akceptacja siebie stanowią podstawę wszelkich prawdziwie bliskich związków.

Czym jest prawdziwie bliski związek?

Bycie w prawdziwym bliskim związku z drugą osobą jest wynikiem bycia prawdziwym tj. gotowości do odsłaniania siebie takim jakim się jest, odwagi do bycia niedoskonałym i – co więcej – odwagi do bycia widzianym w tej niedoskonałości. Najtrudniejszą, ale konieczną częścią bycia w związku, połączeniu, relacji jest właśnie to, że jesteś w stanie odpuścić to kim – jak sądzisz – powinieneś być, by być tym kim naprawdę jesteś. Najważniejsze zaś – co wynikło z badań B. Brown – to gotowość do powiedzenia „kocham cię” jako pierwszy, gotowość do działania, kiedy nie ma żadnej gwarancji i gotowość, by zainwestować w związek, który może, ale nie musi się udać.

Badaczka tak podsumowuje swoje odkrycia: „By żyć prawdziwie trzeba połączyć się ze swoją wrażliwością a porzucić kontrolę i przewidywanie. Ci, którzy całkowicie zaakceptowali swoją wrażliwość, jednocześnie uwierzyli, że to co czyni ich wrażliwymi (kruchymi, podatnymi na zranienie) czyni ich pięknymi jak również przyznawali, że to nie jest komfortowe lecz jest konieczne.”

Bardzo mi to powyższe przypomina rozmowę Aksamitnego Królika z książki M. Williams (o tym samym tytule) z Koniem, który zawsze mówił prawdę:
– Staniesz się prawdziwy – wyjaśnił Koń – jeśli dziecko pokocha cię tak bardzo, że nie tylko będzie się tobą bawić, ale też naprawdę cię kochać.
– Czy to boli? – zapytał Królik
– Czasem boli, ale gdy już jesteś prawdziwy, nie martwisz się tym.
– Czy to się dzieje w jednej chwili? Czy pomalutku?
– Prawdziwy nie stajesz się w jednej chwili. Przemiana trwa długo. Właśnie dlatego nie przytrafia się tym, którzy się łatwo psują, ani tym, z którymi trzeba się delikatnie obchodzić. Prawdziwy stajesz się dopiero wtedy, gdy już wykochano z ciebie większość sierści, gdy puszczają ci szwy i wyglądasz zupełnie żałośnie. Ale to jest bez znaczenia, bo skoro już jesteś prawdziwy, to w oczach tego, kto cię kocha, nie możesz być brzydki. Brzydkim mogą nazwać cię tylko ci, którzy niczego nie pojmują, którzy nie rozumieją, jakie to piękne być prawdziwym.

Czy istnieje przepis na długotrwałą miłość?

Nie wiem, czy istnieje jeden uniwersalny. Każdy człowiek i każda relacja to inna historia zatem na koniec wprowadzę wątek osobisty.

Ludzie różnie reagują na wieść, że jesteśmy z mężem 27 lat razem. Niektórzy się dziwią, inni sobie nie wyobrażają, są też tacy, którzy pytają dlaczego akurat z nim a on akurat ze mną. My odpowiadamy – bo chcieliśmy, bo tak zdecydowaliśmy, bo uznaliśmy że warto. Dlaczego akurat nam udało się wytrwać? Być może dlatego, że nie zakładaliśmy innego scenariusza, że zaakceptowaliśmy różnice między nami, że rozmawiamy i walczymy z kryzysami a nie ze sobą.

Tak odpowiadamy w nadziei, że pytającym nasze odpowiedzi się jakoś przydadzą, choć w głębi serca zgadzamy się raczej z mistrzem Eckhartem, który sławił Leben und Lieben ohne Warum czyli życie i miłość bez „dlaczego”. A na koniec zgodzę się z B. Dobroczyńskim, który w swoim związku jest już 37 lat, że człowiek to istota negocjująca, która opiera się na słowie. Wypowiedzenie czegoś jest zatem bardzo ważne. Działa inaczej niż milczenie. Dlatego miłość się deklaruje. Ale potem życie mówi „sprawdzam”.

Z życzeniami wytrwałości w ponawianiu Waszego TAK!

 

Hanna Miecznikowska, psychoterapeutka Jestem Żyję

 

w opracowaniu korzystałam z:

Brown „Dary niedoskonałości”, „Power of vulnerability” (TEDx); A. Jucewicz „Czując”; Ch. Mackesy „Chłopiec, kret, lis i koń”; M. Williams “Aksamitny Królik”; Franciszek „Amoris Laetitia”;
a autorami listy pytań „Czy wyrzekasz się?” są Monika i dk Marcin Gajda

I co z tymi emocjami? Temat #9 Wstyd
I co z tymi emocjami? Temat #11 Zazdrość

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *